W głowie zapętliły się tylko zakłamane obietnice, które pozwalają żyć z dnia na dzień. Obietnice ubrane słowami piękniejszymi niż naświetlona kropla rosy czy aromat poranka.
Nadzieja opuszkami dotyka każdego zakątka okaleczonego tęsknotą ciała, składa pocałunek nasączony słodką trucizną. Wysysa życie pieśnią aniołów i pochłania w całości obrastając w siłę.
Smukły palec pragnienia przejeżdża wzdłuż dolnej wargi, nęcąc ją i wodząc. Zachęca do zatracenia w kłamstwie i iluzji.
Powiew zauroczenia pcha przed siebie niewinną naiwność, w ramiona eterycznej manipulacji. Wyżera subtelnie czysty umysł, zastępując go obłokami chmur skąpanych w wierszach.
W głowie wciąż ta melodia strzyg przebranych za anioły, opowiadająca o przestworzach bez granic. Wzbudza pragnienie niczym Inkubus, współpracujący z ramionami Morfeusza. A kiedy rozpieszczone ciało podryguje dając spłynąć kroplą ekstazy w przepaść, dotyk przywołujący podniecenie płachtą rozwiewa swą obecność.
Ciało leży, w bezdechu, w rumieńcu, w marzeniach i cieple.
A oczy puste, natomiast serce zagubione w nadziejach
wtorek, 13 maja 2014
niedziela, 11 maja 2014
Lullaby for the big kids.
Kołysanka dla dużych dzieci.
Nóż zalany krwią spoczął na podłodze w pokoju małego Davida. W całym domu panowała cisza, tak bardzo nietypowa jak na to miejsce. Cisza, dzięki której po raz pierwszy dała małemu dziecku spać w spokoju, którego potrzebowało. O łóżeczko jasnowłosego dziecka opierała się osoba, którapo raz drugi odwiedziła to miejsce. Podziwiał jego małą i delikatną buźkę, wymalowany spokój i tą niewinność. Na białe ubranko skapywały krople z rąk brudnych od szkarłatnej krwi. Kontrast barw godnych podziwu.
W pewnej chwili oczy intruza w domu Bennettów skierowały się ku kolorowej kołysance nad łóżkiem. Zwisający z niej sznurek zakończony był błyszczącą, srebrną kuleczką.
Spojrzenie zmęczone, zamyślone i zmartwione. Napawały one niepokojem Matthew'a, który od dziesięciu minut wpatrywał się w brata.
- Co jest Dye?
- Nic konkretnego, chyba zwykłe zmęczenie.-Odparł i zaczesał bordowe włosy do tyłu. Matthew westchnął i zaczął szukać paczki papierosów, które wcisnął gdzieś koło nocnej szafki.
- W sumie to się nie dziwię. Sam już nie wyrabiam.-Powieki Dye'a się zamknęły odrywając umysł od obrazu codzienności. Był już zmęczony zacieraniem śladów morderstw chłopca, który od niedawna z nimi mieszkał.
- Trudno, nie mamy wyboru.
- Kurwa Dye jak to nie mamy wyboru? Nie rozumiem dlaczego tak stoisz za tym dzieciakiem, którego chuj obchodzą konsekwencje tego co robi.
- Lepszy jesteś?-Spalił młodszego brata.- Nie pamiętasz jeszcze co wyprawiałeś rok temu? Dzieciak latający z nożem po domach publicznych. Ciesz się, że cię nie przymknęli. Nadal jest prawdopodobne, że poskładają wszystko do kupy i cię znajdą.
- Wiem.
- To nie wiedz, tylko zaakceptuj to co się dzieje teraz.-Przetarł zamknięte powieki a potem je otworzył, czując jak do jego nozdrzy dociera nikotynowy dym.- Zarzuć. Młodszy z braci odpalił papierosa, którego oddał zaraz temu starszemu.
- Dye, jesteś zmęczony. Jeżeli mi już kryłeś dupę to po co ci powtórka z rozrywki, która najwidoczniej cię wykańcza? Nie rozumiem cię, co cię tak trzyma przy tym dzieciaku?
- Nie musisz wiedzieć pewnych rzeczy.
- Jak to nie muszę? Zapierdalam z tobą każdego razu kiedy tamten paraduje jako mały zabijaka.
- Nie prosiłem cię o to.-Ton miał kompletnie zobojętniały. Z Matt'em czy bez Matt'a, nie chciał zostawiać Noela w samotności. Tego dzieciaka znał od dawna, coś o czym Matt nigdy nie wiedział. Znał jego historię, wiedział jaką patologię miał w domu, był przy nim jeszcze kiedy tamten się odzywał. A do tej opieki nakłoniły go sentymenty.
- Jak chcesz.-Ciemnowłosy wstał i wyszedł z pokoju. Dye natomiast pozwolił sobie zagłębić się w morze pełne wspomnień. Widział w nich pierwsze spotkanie z Noelem, dwa lata temu.
Trzymał papierosa w zębach, w ręce natomiast niósł ciężką torbę z metalową zawartością. Znów zobojętniały, znudzony i niewyspany. Nie pamiętał kiedy ostatnio spał, może z cztery dni temu? Naprawdę nie miał pojęcia, wiedział, że przez brak snu nie odróżniał realnych przechodni od tych fikcyjnych. Amfetamina niestety stała się prochem ładującym baterię jego dość stresującego i skomplikowanego życia.
Nagle stanął, nieco mocniej ugryzł papierosa, a głowę skierował w stronę ciemnego zaułka. Nie widział co się tam dzieje, panował tam totalny mrok. Słyszał jednak szloch małego dziecka. Teraz tylko pytanie, to jego zryta psychika czy rzeczywiście coś się tam dzieje? Na ogół Dye nie zwracał uwagi na takie drobnostki, za dużo widział, za dużo złego zrobił. Tym razem jakoś nie mógł postawić kolejnego kroku. Czuł, że powinien tam zajrzeć, sprawdzić co się stało. Tak więc też zrobił. Zagłębił się w ten mrok i starał dotrzeć do centrum płaczu.
Stanął i widział skulone, przerażone dziecko. Obdrapany, rozczochrany i brudny. Przyklęknął przy dzieciaku i przyjrzał się uważniej.
- Powiesz mi co się stało?-Wyleciał prosto z mostu. Chłopiec skulił się jeszcze bardziej, a włosy już całkiem zakryły jego twarz. Dye westchnął, nie wiedział co zrobić w takim wypadku.- Ktoś ci zrobił krzywdę?-Nie dostał odpowiedzi.- Nie uda nam się dojść do niczego jak nie będziesz ze mną rozmawiał.-Nie miał podejścia do dzieci, nie wiedział jak do niego dotrzeć, a nie chciał go tutaj zostawić zaraz potem jak tu przylazł. Złapał go za szczękę i skierował w swoją stronę.- Popatrz na mnie.-Chłopiec chciał wyrwać twarz z jego ręki, nie miał niestety tyle siły co Dye.- Nie wyrywaj się tylko popatrz na mnie.-Uniósł głos co nieco uspokoiło dzieciaka.- Patrz.-Uniósł swoją grzywkę.- Ja się przed tobą nie chowam. Mówią na mnie Dye, a nazywam się Jeremy. Nie chcę ci zrobić krzywdy.-Puścił jego szczękę.- Powtórzę. Widzisz, nie chcę ci zrobić krzywdy. Chcę ci pomóc, ale musisz mi powiedzieć jak się nazywasz.-Przysunął się bliżej.- To jak młody, powiesz mi jak się nazywasz. Smutno mi będzie jak się ze mną tym nie podzielisz, ja ci już powiedziałem. O! Wiem, a może ty też masz jakąś ksywkę?-Chłopiec niepewnie przekręcił głowę w kierunku bordowowłosego. Przez chwilę milczał i siedział w bezruchu, nagle pokręcił głową jakby chciał odpowiedzieć ''nie''. Dye odniósł sukces.- No to nie wiem, to jak mam cię nazywać? Muszę jakoś nie? Mamy się w końcu za kumplować.-Chłopiec przygryzł dolną wargę.
- N...oel.-Głos miał bardzo przyjemny jak na dziecko, nagle taki spokojny i nie za wysoki. Dye się zdziwił, że jednak się udało.
- Tak fajnie, że nawet ksywka ci nie potrzebna.-Postanowił przybliżyć do niego rękę aby zaczesać włosy i odkryć jego buzię.- Mogę?-Nie dostał odpowiedzi więc uznał, że decyzja należy do niego. Odkrył jego twarz i momentalnie zaniemówił, pomimo iż to co zobaczył nie było dla niego czymś nowym. Twarz chłopca była sina od pobicia, porządnie sina.
Wszedł do swojego mieszkania mając na ramieniu torbę zapełnioną bronią, a ręka tym razem trzymała dłoń małego chłopca. Wypytywał go o rodziców, tylko jeden jedyny raz. Domyślał się, że jeżeli chłopiec nie chciał mu nic o nich powiedzieć to najprawdopodobniej oni go pobili.
- Idź do tamtego pokoju.-Wskazał salon, sam poszedł do pomieszczenia uważanego za schowek. Dużo broni, pieniądze i rzeczy, które powinny być schowane. Zamknął pomieszczenie na klucz, który miał tylko on i wrócił do chłopca. Przykucnął i zaczesał włosy.- No to jak kolego, może zwiążemy ci włosy i przemyjemy twarz? Chyba, że chcesz się sam wykąpać?-Dye nie, nie był pedofilem jednak bał się, że chłopiec będąc sam w łazience zrobi coś głupiego. Nigdy nic nie wiadomo, a on nie chciał pozbywać się ciała dziecka.- To jak, chcesz sam?-Chłopiec kiwnął na tak. Westchnął.- No dobra. Dam ci zaraz ręcznik i pokażę łazienkę. Jednak umawiamy się, że jej nie zamykasz, ok? Nie będę ci zaglądać, po prostu jej nie zamykaj.-Chłopiec się zgodził.
Dał dzieciakowi ręcznik, napuścił wody i zaczął szukać jakiś ubrań, w których się aż tak bardzo nie utopi. Był strasznie drobny. No i ile on mógł mieć lat? Jedenaście? Dwanaście? Cholera go wie.
Zapalił papierosa i poszedł do kuchni żeby zrobić coś ciepłego do picia. Wydawało się mu, że Noel dość długo siedział w tym deszczu. Niech się czymś ogrzeje.
- Kurwa.-Mruknął pod nosem. Zamordował dzisiaj pięć osób, co było na porządku jego dnia. A teraz? Teraz bawi się w niańkę ze spluwą przy dupie. Sam nie wierzył w to co robił. Nagle rozniósł się huk podczas otwierania drzwi do domu. Śmiech dwóch osób, kobieta i mężczyzna. Jeden z tych dwóch Dye doskonale znał i już z wejścia wyprowadził go z równowagi. Zostawił wszystko tak jak leżało i poszedł do łazienki.
-Mały zignoruj to, zaraz nad tym zapanuję.-Zamknął drzwi aby dzieciak tego nie słuchał. Poszedł w stronę brata. Kobietę, która z nim przyszła złapał za ramie, otworzył drzwi i wypchał.- Pani mówimy już do widzenia, nie radzę ci tu wracać dla własnego dobra.-Syknął i zamknął jej drzwi przed nosem.
- Ej! Kurwa, Dye! No co ty odpierdalasz?!-Złapał chłopaka za szyję, nie robiąc tego delikatnie. Nie miał zamiaru się z nim cackać. Wepchnął brata do jego pokoju, zamknął drzwi i brutalnie przybił do ściany. Nie chciał słuchać pierdolenia chłopaka więc złapał mocniej dookoła szyi i uniósł go tak aby trzymał się na samych czubkach palców.
- Rozmawialiśmy o ściąganiu dziwek do domu. Rozmawialiśmy?-Czekał na odpowiedź.- Kurwa rozmawialiśmy?!-Warknął, jednak nie za głośno aby nie dotarło to do chłopca w łazience. Matt zaczął nerwowo potakiwać głową.- Tak więc czemu mały gnojku nie słuchasz jak ci się coś mówi. To, że przychodzisz naćpany w cztery dupy, nie kontaktujesz i pierdolisz od rzeczy zdzierżę. Ale nie zdzierżę przyprowadzania ździr do mojego domu i robienia z niego burdelu! Rozumiesz mały skurwielu? Jeszcze raz, a wypierdolę cię z domu.-Dye starał się być spokojny, w sytuacji kiedy przyprowadza dziecko do domu, które ledwo co zostało pobite, ale kiedy Matt przychodzi znów naćpany i to jeszcze z jakąś dziwką przyprawiło go o białą gorączkę. Kochał brata, zajmował się nim od gówniarza, ale nie będzie akceptował czegoś takiego. Matt bardzo dobrze wiedział jakie życie prowadzi Dye i sprowadzanie uwagi na ich mieszkanie nie skończyłoby się dobrze.
Rzucił nim na ziemię i warknął.- Ogarnij się ćpunie i nie próbuj mi dzisiaj wyjść z pokoju. Wyszedł i zamknął za sobą drzwi. Wrócił do łazienki, zapukał i ją otworzył starając się wyglądać na uspokojonego.
- Wszystko w porządku?-Noel kiwnął głową, nie widać po nim było żeby ta sytuacja aż tak bardzo go poruszyła. Chyba naprawdę mało co słyszał, albo był przyzwyczajony. Wolał aby nie miał racji co do tego drugiego.
Ogarnął chłopca, podał herbatę i zrobił coś do jedzenia. Westchnął cicho widząc, że młody prawie niczego nie ruszył, ale co poradzi? Nie zmusi go. Nie miał zamiaru dłużej napierać na wydobywanie z chłopca jakiś informacji, był wykończony. Chyba nawet tak samo jak Dye, obydwoje powinni odpocząć. Dye jednak był święcie przekonany, że znów nie zaśnie, pomimo tak wielkiego zmęczenia. Powieki miał sine, a spojrzenie matowe. Położył Noela w swoim łóżku i wyszedł z pokoju aby wrócić do pracy, którą co raz częściej przenosił do domu. Siadł na skórzanej sofie, a na szklany stolik rzucił teczki z kartoteką nowej ofiary i zleceniodawcy. Nigdy nie przyjmował zleceń od ludzi, o których nic nie wiedział. W wypadku, gdyby zleceniodawca był zagrożeniem dla Dye czy jego brata, zamiast ofiary musiałby odstrzelić jego.
- No to powiedz mi kim jesteś kolejny chuju...-Powiedział sam do siebie. Takie gadanie weszło mu już całkiem w nawyk i zapewne nie wyjdzie. Matt? Z Mattem od pewnego czasu nie idzie w ogóle się dogadać, a jak już coś się mu powie to zapomina w momencie kiedy trzeźwieje. Nie, może w ogóle nic do niego nigdy nie dochodzi nawet jak jest naćpany. Czy może dalej trzeźwy? Dye już nie wiedział i nie interesowało go to, bo chwilami czuł jakby stracił obowiązek zajmowania się młodszym bratem. Kto wie? Może nawet dałby mu zginąć lub zaginąć? To nie myśli na teraz, skupił się na aktach jednocześnie wsłuchując w ciszę panującą w jego sypialni. Dzieciak spał, chociaż tyle.
Noel spędził w domu Dye tydzień. Zaczął trochę więcej się odzywać, nie był płochliwy i szanował Dye. To było dziwne, ale bordowowłosy miał takie przeczucie, że chłopiec po prostu w niesamowicie szybkim czasie mu zaufał. Zaufać? Mu? Koleś, który zabił więcej ludzi niż mógł spamiętać, wychowujący brata ćpuna. Mordował nie tylko mężczyzn ale i kobiety, czy dzieci. W końcu są dwa rodzaje morderców. Ci, którzy zostawiają świadków i ci, którzy wychodzą z sytuacji jak duchy. To wszystko dla kasy. Taki potwór, a jednak zaufało mu dziecko. Dziecko niewinne i skrzywdzone, podobne do niego. Dye nigdy nikomu nie opowiadał o swojej przeszłości jednak pamiętał ją doskonale i wiedział, że dzięki niej mają z Noelem coś wspólnego.
Zbliżało się nowe zlecenie, kilkudniowe. Dye mógł zostawić Noela samego w mieszkaniu, w końcu Matta od paru dni nie było. Pytanie teraz, co zrobi jak ten ćpun wróci? Nie zostawi dziecka z tym wariatem, który ostatnio natarł z nożem na dwie dziwki. Był świadom tego, że Noel miał nie małe problemy w domu, ale wolał aby się trochę pomęczył niż był zadźgany przez jego brata. Fakt, że odsyła go do domu wprawiał go w co raz większe poczucie winy. Nie chciał, ale musiał. Nie zabierze go ze sobą.
Jakoś udało mu się wydobyć z Noela adres do jego mieszkania, dzięki głupim obietnicą, które mogą się nie spełnić. Podwiózł go pod podany adres i patrzył ze złością jak chłopiec wchodzi za próg swoich drzwi.
- Kurwa.-Dość szybko odjechał żeby tam nie wpaść i nie wyrwać dzieciaka. Nie mógł, cholera nie mógł.
Dye nie wytrzymywał z myślą, że Noel może przeżywać taki ból w tamtym domu. Nie mógł go zabrać ale za każdym razem kiedy wracał do domu, wyrywał chłopca z tego chorego otoczenia. Zajmował się i nie dawał krzywdzić. Chyba nawet się przyzwyczajał do tego dziecka. Traktował go jak młodszego brata, który potrzebuje chociaż trochę spokoju i ciepła. Dawał mu to tylko po to aby chwilę później znów pakować go do piekła. Konsekwencje były okropne, za każdym razem Noel mówił co raz mniej, wyglądał co raz gorzej a Jeremy nie był w stanie nic z tym zrobić. Zabierał go na co raz dłużej szczególnie wtedy kiedy Matt nie pokazywał się w domu. Zapoznawanie tych dwóch - Matta i Noela - To byłby głupi pomysł. Czasem się wyminęli ale Matt był zbyt naćpany aby zapamiętać chłopca, młody natomiast nigdy się do niego nie odzywał. Dye miał przeczucie, że czarnowłosy chłopiec już do nikogo po za nim się nie odzywa. Niestety, końcu nawet przestał do niego.
Tak mijały miesiące. Robota, zacieranie śladów, brat ćpun i zabieranie do siebie Noela. Dye nie był typem takim jakim był jego brat. Nie potrzebował dziwek, rozrywki czy pijaństwa. Ćpał, jednak nie zachowywał się jak Matt i robił to tylko po to aby wytrzymać w pracy. No a na to co robi teraz Matt, nigdy nie miał czasu.
Pewnego razu doszło do konfrontacji między tymi dwoma, Noelem i Mattem. Doszło do tego w momencie kiedy Matt się otrząsnął. Policja siedziała mu na grzbiecie, ledwo co udawało mu się z tego wywinąć. Przy okazji. Kto inny by mu wtedy pomógł jak nie Dye? Zawsze był za bratem i Matt chyba pierwszy raz to docenił. Próbował odstawić dragi, ogarnąć się i nie sprowadzać na siebie uwagi. Zaczął po sobie sprzątać te wszystkie krwawe brudy, a Dye nareszcie miał trochę spokoju. Natomiast konfrontacja Noela i Matta nie skończyła się niczym nadzwyczajnym. Nie odzywali się do siebie, Matt nie pytał, Noel nie odpowiadał. Dye twierdził, że to dobre. Nie muszą, tak było lepiej. No a z czasem ci dwaj znów zaczęli się kompletnie mijać, bo Dye miał co raz większe problemy z robotą. Noela praktycznie w ogóle nie widywał, ale nie zapominał. Noel zamknął się w sobie, ale nie uciekał przed Jeremym. Miało się tak ciągnąć do chwili, w której piętnastoletni Noel brutalnie zamordował swoich rodziców. Dye z Mattem mu pomogli, zajęli się ciałami, postarali się aby nie zostało śladów. I wtedy Jeremy nie widział innej opcji, zabrał Noela. Dzieciaka przepełnionego pragnieniem zadość uczynienia, które Dye starał się minimalizować. Ale było co raz ciężej, Noel znikał a wraz z jego zniknięciami jego całe drzewko genealogiczne co raz bardziej się zmniejszało. Dye po nim sprzątał i starał się zapanować, ale nie było łatwo. Ten dzieciak nie miał już niczego w środku, odebrano mu każde uczucie. Jednak Dye, nigdy go nie opuszczał.
Aktualnie
- Kurwa Dye!-Dye spojrzał w stronę brata nie rozumiejąc tej nagłej paniki.- Noela nie ma.-Niczego więcej nie potrzebował, zerwał się z fotela, założył buty, wziął klucze i wybiegł z domu. Wiedział gdzie jest młody i wolał się pośpieszyć. Nawet nie czekał na Matta, nie miał czasu.
Dźwięk kołysanki roznosił się po całym pomieszczeniu. Czarnowłosy chłopak wsłuchiwał się w tą uspokajającą melodię. Mógł przy niej zasnąć, odpłynąć. Czuł się... wolny. Zakończył w końcu to co rozpoczął mordując rodziców, po prostu zakończył. Słyszał jak ktoś wdarł się do mieszkania, słyszał nawoływanie. Dye, Dye go szukał. Ten dalej przebywał w błogim stanie słuchając kołysanki, a kiedy Dye wszedł do pokoju, Noel tylko lekko odchylił głowę. Tak jakby samym spojrzeniem chciał się przywitać i pokazać mu, że jest już dobrze. Jeremy spojrzał w kierunku łóżeczka. Leżało tam dziecko z wbitym nożem w krtań. Krew zalała pościel i niebieski kocyk, nawet misia spoczywającego zaraz koło małego Davida.
- To już wszyscy Dye, już wszyscy.-Każdy krewny Noela, zabity.
Dye zaniemówił, a ta kołysanka zaczęła się nieprzyjemnie wwiercać w jego umysł.
- To już wszyscy...
Nóż zalany krwią spoczął na podłodze w pokoju małego Davida. W całym domu panowała cisza, tak bardzo nietypowa jak na to miejsce. Cisza, dzięki której po raz pierwszy dała małemu dziecku spać w spokoju, którego potrzebowało. O łóżeczko jasnowłosego dziecka opierała się osoba, którapo raz drugi odwiedziła to miejsce. Podziwiał jego małą i delikatną buźkę, wymalowany spokój i tą niewinność. Na białe ubranko skapywały krople z rąk brudnych od szkarłatnej krwi. Kontrast barw godnych podziwu.
W pewnej chwili oczy intruza w domu Bennettów skierowały się ku kolorowej kołysance nad łóżkiem. Zwisający z niej sznurek zakończony był błyszczącą, srebrną kuleczką.
Spojrzenie zmęczone, zamyślone i zmartwione. Napawały one niepokojem Matthew'a, który od dziesięciu minut wpatrywał się w brata.
- Co jest Dye?
- Nic konkretnego, chyba zwykłe zmęczenie.-Odparł i zaczesał bordowe włosy do tyłu. Matthew westchnął i zaczął szukać paczki papierosów, które wcisnął gdzieś koło nocnej szafki.
- W sumie to się nie dziwię. Sam już nie wyrabiam.-Powieki Dye'a się zamknęły odrywając umysł od obrazu codzienności. Był już zmęczony zacieraniem śladów morderstw chłopca, który od niedawna z nimi mieszkał.
- Trudno, nie mamy wyboru.
- Kurwa Dye jak to nie mamy wyboru? Nie rozumiem dlaczego tak stoisz za tym dzieciakiem, którego chuj obchodzą konsekwencje tego co robi.
- Lepszy jesteś?-Spalił młodszego brata.- Nie pamiętasz jeszcze co wyprawiałeś rok temu? Dzieciak latający z nożem po domach publicznych. Ciesz się, że cię nie przymknęli. Nadal jest prawdopodobne, że poskładają wszystko do kupy i cię znajdą.
- Wiem.
- To nie wiedz, tylko zaakceptuj to co się dzieje teraz.-Przetarł zamknięte powieki a potem je otworzył, czując jak do jego nozdrzy dociera nikotynowy dym.- Zarzuć. Młodszy z braci odpalił papierosa, którego oddał zaraz temu starszemu.
- Dye, jesteś zmęczony. Jeżeli mi już kryłeś dupę to po co ci powtórka z rozrywki, która najwidoczniej cię wykańcza? Nie rozumiem cię, co cię tak trzyma przy tym dzieciaku?
- Nie musisz wiedzieć pewnych rzeczy.
- Jak to nie muszę? Zapierdalam z tobą każdego razu kiedy tamten paraduje jako mały zabijaka.
- Nie prosiłem cię o to.-Ton miał kompletnie zobojętniały. Z Matt'em czy bez Matt'a, nie chciał zostawiać Noela w samotności. Tego dzieciaka znał od dawna, coś o czym Matt nigdy nie wiedział. Znał jego historię, wiedział jaką patologię miał w domu, był przy nim jeszcze kiedy tamten się odzywał. A do tej opieki nakłoniły go sentymenty.
- Jak chcesz.-Ciemnowłosy wstał i wyszedł z pokoju. Dye natomiast pozwolił sobie zagłębić się w morze pełne wspomnień. Widział w nich pierwsze spotkanie z Noelem, dwa lata temu.
Trzymał papierosa w zębach, w ręce natomiast niósł ciężką torbę z metalową zawartością. Znów zobojętniały, znudzony i niewyspany. Nie pamiętał kiedy ostatnio spał, może z cztery dni temu? Naprawdę nie miał pojęcia, wiedział, że przez brak snu nie odróżniał realnych przechodni od tych fikcyjnych. Amfetamina niestety stała się prochem ładującym baterię jego dość stresującego i skomplikowanego życia.
Nagle stanął, nieco mocniej ugryzł papierosa, a głowę skierował w stronę ciemnego zaułka. Nie widział co się tam dzieje, panował tam totalny mrok. Słyszał jednak szloch małego dziecka. Teraz tylko pytanie, to jego zryta psychika czy rzeczywiście coś się tam dzieje? Na ogół Dye nie zwracał uwagi na takie drobnostki, za dużo widział, za dużo złego zrobił. Tym razem jakoś nie mógł postawić kolejnego kroku. Czuł, że powinien tam zajrzeć, sprawdzić co się stało. Tak więc też zrobił. Zagłębił się w ten mrok i starał dotrzeć do centrum płaczu.
Stanął i widział skulone, przerażone dziecko. Obdrapany, rozczochrany i brudny. Przyklęknął przy dzieciaku i przyjrzał się uważniej.
- Powiesz mi co się stało?-Wyleciał prosto z mostu. Chłopiec skulił się jeszcze bardziej, a włosy już całkiem zakryły jego twarz. Dye westchnął, nie wiedział co zrobić w takim wypadku.- Ktoś ci zrobił krzywdę?-Nie dostał odpowiedzi.- Nie uda nam się dojść do niczego jak nie będziesz ze mną rozmawiał.-Nie miał podejścia do dzieci, nie wiedział jak do niego dotrzeć, a nie chciał go tutaj zostawić zaraz potem jak tu przylazł. Złapał go za szczękę i skierował w swoją stronę.- Popatrz na mnie.-Chłopiec chciał wyrwać twarz z jego ręki, nie miał niestety tyle siły co Dye.- Nie wyrywaj się tylko popatrz na mnie.-Uniósł głos co nieco uspokoiło dzieciaka.- Patrz.-Uniósł swoją grzywkę.- Ja się przed tobą nie chowam. Mówią na mnie Dye, a nazywam się Jeremy. Nie chcę ci zrobić krzywdy.-Puścił jego szczękę.- Powtórzę. Widzisz, nie chcę ci zrobić krzywdy. Chcę ci pomóc, ale musisz mi powiedzieć jak się nazywasz.-Przysunął się bliżej.- To jak młody, powiesz mi jak się nazywasz. Smutno mi będzie jak się ze mną tym nie podzielisz, ja ci już powiedziałem. O! Wiem, a może ty też masz jakąś ksywkę?-Chłopiec niepewnie przekręcił głowę w kierunku bordowowłosego. Przez chwilę milczał i siedział w bezruchu, nagle pokręcił głową jakby chciał odpowiedzieć ''nie''. Dye odniósł sukces.- No to nie wiem, to jak mam cię nazywać? Muszę jakoś nie? Mamy się w końcu za kumplować.-Chłopiec przygryzł dolną wargę.
- N...oel.-Głos miał bardzo przyjemny jak na dziecko, nagle taki spokojny i nie za wysoki. Dye się zdziwił, że jednak się udało.
- Tak fajnie, że nawet ksywka ci nie potrzebna.-Postanowił przybliżyć do niego rękę aby zaczesać włosy i odkryć jego buzię.- Mogę?-Nie dostał odpowiedzi więc uznał, że decyzja należy do niego. Odkrył jego twarz i momentalnie zaniemówił, pomimo iż to co zobaczył nie było dla niego czymś nowym. Twarz chłopca była sina od pobicia, porządnie sina.
Wszedł do swojego mieszkania mając na ramieniu torbę zapełnioną bronią, a ręka tym razem trzymała dłoń małego chłopca. Wypytywał go o rodziców, tylko jeden jedyny raz. Domyślał się, że jeżeli chłopiec nie chciał mu nic o nich powiedzieć to najprawdopodobniej oni go pobili.
- Idź do tamtego pokoju.-Wskazał salon, sam poszedł do pomieszczenia uważanego za schowek. Dużo broni, pieniądze i rzeczy, które powinny być schowane. Zamknął pomieszczenie na klucz, który miał tylko on i wrócił do chłopca. Przykucnął i zaczesał włosy.- No to jak kolego, może zwiążemy ci włosy i przemyjemy twarz? Chyba, że chcesz się sam wykąpać?-Dye nie, nie był pedofilem jednak bał się, że chłopiec będąc sam w łazience zrobi coś głupiego. Nigdy nic nie wiadomo, a on nie chciał pozbywać się ciała dziecka.- To jak, chcesz sam?-Chłopiec kiwnął na tak. Westchnął.- No dobra. Dam ci zaraz ręcznik i pokażę łazienkę. Jednak umawiamy się, że jej nie zamykasz, ok? Nie będę ci zaglądać, po prostu jej nie zamykaj.-Chłopiec się zgodził.
Dał dzieciakowi ręcznik, napuścił wody i zaczął szukać jakiś ubrań, w których się aż tak bardzo nie utopi. Był strasznie drobny. No i ile on mógł mieć lat? Jedenaście? Dwanaście? Cholera go wie.
Zapalił papierosa i poszedł do kuchni żeby zrobić coś ciepłego do picia. Wydawało się mu, że Noel dość długo siedział w tym deszczu. Niech się czymś ogrzeje.
- Kurwa.-Mruknął pod nosem. Zamordował dzisiaj pięć osób, co było na porządku jego dnia. A teraz? Teraz bawi się w niańkę ze spluwą przy dupie. Sam nie wierzył w to co robił. Nagle rozniósł się huk podczas otwierania drzwi do domu. Śmiech dwóch osób, kobieta i mężczyzna. Jeden z tych dwóch Dye doskonale znał i już z wejścia wyprowadził go z równowagi. Zostawił wszystko tak jak leżało i poszedł do łazienki.
-Mały zignoruj to, zaraz nad tym zapanuję.-Zamknął drzwi aby dzieciak tego nie słuchał. Poszedł w stronę brata. Kobietę, która z nim przyszła złapał za ramie, otworzył drzwi i wypchał.- Pani mówimy już do widzenia, nie radzę ci tu wracać dla własnego dobra.-Syknął i zamknął jej drzwi przed nosem.
- Ej! Kurwa, Dye! No co ty odpierdalasz?!-Złapał chłopaka za szyję, nie robiąc tego delikatnie. Nie miał zamiaru się z nim cackać. Wepchnął brata do jego pokoju, zamknął drzwi i brutalnie przybił do ściany. Nie chciał słuchać pierdolenia chłopaka więc złapał mocniej dookoła szyi i uniósł go tak aby trzymał się na samych czubkach palców.
- Rozmawialiśmy o ściąganiu dziwek do domu. Rozmawialiśmy?-Czekał na odpowiedź.- Kurwa rozmawialiśmy?!-Warknął, jednak nie za głośno aby nie dotarło to do chłopca w łazience. Matt zaczął nerwowo potakiwać głową.- Tak więc czemu mały gnojku nie słuchasz jak ci się coś mówi. To, że przychodzisz naćpany w cztery dupy, nie kontaktujesz i pierdolisz od rzeczy zdzierżę. Ale nie zdzierżę przyprowadzania ździr do mojego domu i robienia z niego burdelu! Rozumiesz mały skurwielu? Jeszcze raz, a wypierdolę cię z domu.-Dye starał się być spokojny, w sytuacji kiedy przyprowadza dziecko do domu, które ledwo co zostało pobite, ale kiedy Matt przychodzi znów naćpany i to jeszcze z jakąś dziwką przyprawiło go o białą gorączkę. Kochał brata, zajmował się nim od gówniarza, ale nie będzie akceptował czegoś takiego. Matt bardzo dobrze wiedział jakie życie prowadzi Dye i sprowadzanie uwagi na ich mieszkanie nie skończyłoby się dobrze.
Rzucił nim na ziemię i warknął.- Ogarnij się ćpunie i nie próbuj mi dzisiaj wyjść z pokoju. Wyszedł i zamknął za sobą drzwi. Wrócił do łazienki, zapukał i ją otworzył starając się wyglądać na uspokojonego.
- Wszystko w porządku?-Noel kiwnął głową, nie widać po nim było żeby ta sytuacja aż tak bardzo go poruszyła. Chyba naprawdę mało co słyszał, albo był przyzwyczajony. Wolał aby nie miał racji co do tego drugiego.
Ogarnął chłopca, podał herbatę i zrobił coś do jedzenia. Westchnął cicho widząc, że młody prawie niczego nie ruszył, ale co poradzi? Nie zmusi go. Nie miał zamiaru dłużej napierać na wydobywanie z chłopca jakiś informacji, był wykończony. Chyba nawet tak samo jak Dye, obydwoje powinni odpocząć. Dye jednak był święcie przekonany, że znów nie zaśnie, pomimo tak wielkiego zmęczenia. Powieki miał sine, a spojrzenie matowe. Położył Noela w swoim łóżku i wyszedł z pokoju aby wrócić do pracy, którą co raz częściej przenosił do domu. Siadł na skórzanej sofie, a na szklany stolik rzucił teczki z kartoteką nowej ofiary i zleceniodawcy. Nigdy nie przyjmował zleceń od ludzi, o których nic nie wiedział. W wypadku, gdyby zleceniodawca był zagrożeniem dla Dye czy jego brata, zamiast ofiary musiałby odstrzelić jego.
- No to powiedz mi kim jesteś kolejny chuju...-Powiedział sam do siebie. Takie gadanie weszło mu już całkiem w nawyk i zapewne nie wyjdzie. Matt? Z Mattem od pewnego czasu nie idzie w ogóle się dogadać, a jak już coś się mu powie to zapomina w momencie kiedy trzeźwieje. Nie, może w ogóle nic do niego nigdy nie dochodzi nawet jak jest naćpany. Czy może dalej trzeźwy? Dye już nie wiedział i nie interesowało go to, bo chwilami czuł jakby stracił obowiązek zajmowania się młodszym bratem. Kto wie? Może nawet dałby mu zginąć lub zaginąć? To nie myśli na teraz, skupił się na aktach jednocześnie wsłuchując w ciszę panującą w jego sypialni. Dzieciak spał, chociaż tyle.
Noel spędził w domu Dye tydzień. Zaczął trochę więcej się odzywać, nie był płochliwy i szanował Dye. To było dziwne, ale bordowowłosy miał takie przeczucie, że chłopiec po prostu w niesamowicie szybkim czasie mu zaufał. Zaufać? Mu? Koleś, który zabił więcej ludzi niż mógł spamiętać, wychowujący brata ćpuna. Mordował nie tylko mężczyzn ale i kobiety, czy dzieci. W końcu są dwa rodzaje morderców. Ci, którzy zostawiają świadków i ci, którzy wychodzą z sytuacji jak duchy. To wszystko dla kasy. Taki potwór, a jednak zaufało mu dziecko. Dziecko niewinne i skrzywdzone, podobne do niego. Dye nigdy nikomu nie opowiadał o swojej przeszłości jednak pamiętał ją doskonale i wiedział, że dzięki niej mają z Noelem coś wspólnego.
Zbliżało się nowe zlecenie, kilkudniowe. Dye mógł zostawić Noela samego w mieszkaniu, w końcu Matta od paru dni nie było. Pytanie teraz, co zrobi jak ten ćpun wróci? Nie zostawi dziecka z tym wariatem, który ostatnio natarł z nożem na dwie dziwki. Był świadom tego, że Noel miał nie małe problemy w domu, ale wolał aby się trochę pomęczył niż był zadźgany przez jego brata. Fakt, że odsyła go do domu wprawiał go w co raz większe poczucie winy. Nie chciał, ale musiał. Nie zabierze go ze sobą.
Jakoś udało mu się wydobyć z Noela adres do jego mieszkania, dzięki głupim obietnicą, które mogą się nie spełnić. Podwiózł go pod podany adres i patrzył ze złością jak chłopiec wchodzi za próg swoich drzwi.
- Kurwa.-Dość szybko odjechał żeby tam nie wpaść i nie wyrwać dzieciaka. Nie mógł, cholera nie mógł.
Dye nie wytrzymywał z myślą, że Noel może przeżywać taki ból w tamtym domu. Nie mógł go zabrać ale za każdym razem kiedy wracał do domu, wyrywał chłopca z tego chorego otoczenia. Zajmował się i nie dawał krzywdzić. Chyba nawet się przyzwyczajał do tego dziecka. Traktował go jak młodszego brata, który potrzebuje chociaż trochę spokoju i ciepła. Dawał mu to tylko po to aby chwilę później znów pakować go do piekła. Konsekwencje były okropne, za każdym razem Noel mówił co raz mniej, wyglądał co raz gorzej a Jeremy nie był w stanie nic z tym zrobić. Zabierał go na co raz dłużej szczególnie wtedy kiedy Matt nie pokazywał się w domu. Zapoznawanie tych dwóch - Matta i Noela - To byłby głupi pomysł. Czasem się wyminęli ale Matt był zbyt naćpany aby zapamiętać chłopca, młody natomiast nigdy się do niego nie odzywał. Dye miał przeczucie, że czarnowłosy chłopiec już do nikogo po za nim się nie odzywa. Niestety, końcu nawet przestał do niego.
Tak mijały miesiące. Robota, zacieranie śladów, brat ćpun i zabieranie do siebie Noela. Dye nie był typem takim jakim był jego brat. Nie potrzebował dziwek, rozrywki czy pijaństwa. Ćpał, jednak nie zachowywał się jak Matt i robił to tylko po to aby wytrzymać w pracy. No a na to co robi teraz Matt, nigdy nie miał czasu.
Pewnego razu doszło do konfrontacji między tymi dwoma, Noelem i Mattem. Doszło do tego w momencie kiedy Matt się otrząsnął. Policja siedziała mu na grzbiecie, ledwo co udawało mu się z tego wywinąć. Przy okazji. Kto inny by mu wtedy pomógł jak nie Dye? Zawsze był za bratem i Matt chyba pierwszy raz to docenił. Próbował odstawić dragi, ogarnąć się i nie sprowadzać na siebie uwagi. Zaczął po sobie sprzątać te wszystkie krwawe brudy, a Dye nareszcie miał trochę spokoju. Natomiast konfrontacja Noela i Matta nie skończyła się niczym nadzwyczajnym. Nie odzywali się do siebie, Matt nie pytał, Noel nie odpowiadał. Dye twierdził, że to dobre. Nie muszą, tak było lepiej. No a z czasem ci dwaj znów zaczęli się kompletnie mijać, bo Dye miał co raz większe problemy z robotą. Noela praktycznie w ogóle nie widywał, ale nie zapominał. Noel zamknął się w sobie, ale nie uciekał przed Jeremym. Miało się tak ciągnąć do chwili, w której piętnastoletni Noel brutalnie zamordował swoich rodziców. Dye z Mattem mu pomogli, zajęli się ciałami, postarali się aby nie zostało śladów. I wtedy Jeremy nie widział innej opcji, zabrał Noela. Dzieciaka przepełnionego pragnieniem zadość uczynienia, które Dye starał się minimalizować. Ale było co raz ciężej, Noel znikał a wraz z jego zniknięciami jego całe drzewko genealogiczne co raz bardziej się zmniejszało. Dye po nim sprzątał i starał się zapanować, ale nie było łatwo. Ten dzieciak nie miał już niczego w środku, odebrano mu każde uczucie. Jednak Dye, nigdy go nie opuszczał.
Aktualnie
- Kurwa Dye!-Dye spojrzał w stronę brata nie rozumiejąc tej nagłej paniki.- Noela nie ma.-Niczego więcej nie potrzebował, zerwał się z fotela, założył buty, wziął klucze i wybiegł z domu. Wiedział gdzie jest młody i wolał się pośpieszyć. Nawet nie czekał na Matta, nie miał czasu.
Dźwięk kołysanki roznosił się po całym pomieszczeniu. Czarnowłosy chłopak wsłuchiwał się w tą uspokajającą melodię. Mógł przy niej zasnąć, odpłynąć. Czuł się... wolny. Zakończył w końcu to co rozpoczął mordując rodziców, po prostu zakończył. Słyszał jak ktoś wdarł się do mieszkania, słyszał nawoływanie. Dye, Dye go szukał. Ten dalej przebywał w błogim stanie słuchając kołysanki, a kiedy Dye wszedł do pokoju, Noel tylko lekko odchylił głowę. Tak jakby samym spojrzeniem chciał się przywitać i pokazać mu, że jest już dobrze. Jeremy spojrzał w kierunku łóżeczka. Leżało tam dziecko z wbitym nożem w krtań. Krew zalała pościel i niebieski kocyk, nawet misia spoczywającego zaraz koło małego Davida.
- To już wszyscy Dye, już wszyscy.-Każdy krewny Noela, zabity.
Dye zaniemówił, a ta kołysanka zaczęła się nieprzyjemnie wwiercać w jego umysł.
- To już wszyscy...
Subskrybuj:
Posty (Atom)