Od dawna nie było słychać w tym ośrodku tego, co rozbijało się po ścianach dzisiejszego dnia. Wrzaski przepełnione gniewem, bluźnierstwa, groźby. Słychać było jak ktoś się szarpie na korytarzu. Upada na ziemie, zaraz potem go podnoszą.
Kobieta w białym fartuchu wyjrzała na korytarz, widziała sylwetkę niewielkiej osoby. Ciemne włosy, blado sina cera, zadrapania na twarzy i na szyi. Dwaj więksi od niej mężczyźni próbowali zaciągnąć ją do jednego z pomieszczeń, nie było im łatwo. Ich pierwszą regułą było nie wdawanie się w konwersację z pacjentami, jeden jednak nie wytrzymał.
- Ucisz się albo cię uśpimy!-Warknął. Czyżby myślał, że poskutkuje? Jak bardzo się mylił. Dziewczyna w ich objęciach zaczęła się śmiać i szydzić.
- A wtedy będę śnić jak zdzieram z ciebie skórę kutasie!
Po niedługiej chwili udało im się zaciągnąć dziewczynę do jej pokoju. Kobieta w fartuchu jeszcze długo patrzyła na miejsce zdarzenia, wyrwał ją jednak głos szefa oddziału.
- Evo pozwól.-Odwróciła się.
- Tak?-Odchrząknął i spojrzał na nią, w oczach zaiskrzyła powaga.
- Nie dało się nie usłyszeć tego zajścia.-Spojrzał jeszcze na drzwi za swoją pracownicą.- Gdybyś mogła jej zamknąć.
- Oczywiście.-Natychmiast spełniła prośbę i przysiadła się przed biurkiem szefa.
- Nowa pacjenta. Abigail Lily Wade. Nie pamięta ani swojego imienia, ani nazwiska. Nie lubi też starań przypomnienia jej tego, reaguje wręcz agresywnie. Tak więc nie używamy żadnego imienia, przydomku, chociażby liczby czy samogłoski. Problemy psychiczne u jej osoby nastąpiły sześć lat temu.-Kobieta słuchała w skupieniu.- Wpierw nieczęste wizyty u psychologa, psychiatra. Jedna, druga, trzecia i nawet czwarta klinika. Dwa lata temu zaraz po tym jak stwierdzono u niej nie poczytalność, brutalnie zamordowała dwoje nastolatków. Tępym nożem. Ciała znaleziono już na drugi dzień. Siedziała przy ich martwych ciałach, jedyną reakcją następująca u jej osoby było rozbawienie. Nie starała się uciekać, do dzisiaj nie odczuwa skruchy. Zostaje w przekonaniu, że jej czyn był słuszny.
- Jakie jest rozpoznanie.-Westchnął.
- Właśnie w tym jest problem. Schizofrenia, rozdwojenie jaźni, depresja maniakalna. Nie jesteśmy w stanie postawić konkretnej diagnozy. Często rozmawia ze sobą, kiedyś przepłakiwała każdą noc, od roku nie uroniła ani jednej łzy. Z chwili na chwilę zapomina co raz więcej, wyrzuca z siebie co raz więcej ludzkich odruchów. Empatia, współczucie, zainteresowanie jest jej obce. Przejawia wysoki stopień agresji.
- Rozumiem, że oczekuje pan jednego.
- Liczę na ciebie Devine.-Skinęła głową.
Tydzień później
Od tygodnia dawka leków uspokajających została zwiększonych. Przyjmowała także leki otumaniające, aby nie miała siły na nocne rozdrapywanie swoich ran po okaleczaniach. Drugim powodem było ułatwienie personelowi przeprowadzanie jej z miejsca na miejsce.
Usadzili na fotelu, przypięli i zostawili. Wyglądała jakby spała, była jednak rozkojarzona i potocznie - naćpana.
- Witaj, nazywam się Rose Devine.-Skłamała względem swego imienia, miała w tym jednak cel.
- Jakby mnie to kurwa obchodziło.-Pomimo braku sił udało jej się wysyczeć obrazę. Specjalistka nie poczuła się urażona, bardziej zaciekawiona.
- Jak przypuszczam, wiesz kim jestem.
- Oczywiście...-Powiedziała cichym tonem.- Kolejną pustą idiotką, żyjącą w złudzie, że wpieprzy mi do głowy zasrane farmazony o odmianie mojej osoby. Spluwam na to.-Eva się uśmiechnęła.
- Cieszę się, że wiesz kim jestem.-Dziewczyna nie odpowiadała, nie miała siły.
- Chciałabyś mi opowiedzieć o sobie.-Odpowiedziało jej milczenie.- Widzę, że nie jesteś jednak na siłach. Dobrze, nie będę cię męczyć. Pozwól mi na koniec zadać tylko jedno pytanie.-Przed zapytaniem zanotowała parę informacji.- Jak się nazywasz, pa...
- Pierdol się pierdol... Myślisz, że kurwa interesuje mnie twoja troska. Wsadź ją sobie w dupę, wróć do domu pasożycie.-Agresja dziewczyny nie wyprowadzała jej z równowagi.
- Cieszę się, że mogłam cię poznać moja droga.
Nacisnęła na coś pod biurkiem, zapisała jedną, krótką notatkę i odłożyła długopis. Pierwsza sesja zawsze jest krótka, chociażby w takich sytuacjach jak ta.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz