Zaciągnął się papierosem, bazgrząc kolejną z niezrozumiałych abstrakcji. Sam nie wiedział co określa na tej kartce, co za cholera na tym wychodzi. Nie miało to sensu, jednak walały się setki takich kartek na jego podłodze.
Usłyszał charakterystyczny dźwięk otwierających się drzwi do pokoju, nawet nie spojrzał w ich kierunku. Wiedział doskonale kto się zbliża.
- Kurwo, ojciec cię woła. I jak nie mówisz upośledzona pokrako, to chociaż słuchaj.-Czarnowłosy chłopak dalej bazgrał po kartce, nie wykazywał zainteresowania.- Zapierdolę cię jak się nie podniesiesz. Debilu wstań!-Warknęła, była chyba naćpana. Może pijana? Chuj wiedział.- A kto ci gówniarzu w ogóle pozwolił tutaj palić. Zgaś to albo ja ci zgaszę tego peta na twarzy. Zgasił papierosa o biurko, spojrzał na kartkę, długopis rzucił gdzieś w kąt. Westchnął zgniatają kartkę i rzucając ją na stertę innych nie potrzebnych papierów.- Śmieciarz.-Spoglądała na niego z pogardą, a kiedy był bliżej odwróciła się chcąc wyjść z pokoju pseudo syna. Chłopak czuł się znudzony i zdegustowany, nie przyśpieszył. Jego ręce jednak poruszyły się niczym światło. Wyciągnął kajdanki, wykręcił jej ręce, zakuł ją w nie i kopnął w plecy aby upadła na ziemię. Usłyszał jęknięcie bólu, które mało go zainteresowało.
- Posrańcu! Co ty sobie wyobrażasz!-Zaczęła się wydzierać. Chłopak doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że ściągnie ona tym uwagę jego ojca. Złapał ją za włosy i zaczął ciągnąc w stronę kuchni. Zanim jeszcze usłyszał reakcję ojca, wyciągnął dwa noże. Długi i szeroki, ostry jak brzytwa. Drugi był lekki, wąski i nie specjalnie długi. Większy złapał tą samą ręką, którą ciągnął matkę za włosy - lewą. Lżejszy ujął prawą. Nie bał się, nie drżał, nawet nie zatrzymał się na krok. Szedł w stronę pomieszczenia, w którym słyszał podnoszącego się ojca. Nie zważając na wrzaski cierpiącej matki, skupił się na otwierających się drzwiach do salonu. Postawny mężczyzna, stał w progu z agresywnym wyrazem twarzy, chciał krzyknąć. Jego syn nie czekał na jego słowa, szybkim ruchem ręki zakręcił nożem i z doskonałą precyzją rzucił go wbijając w ramie ojca. Ten wrzasnął. Kiedy mężczyzna skupił się na zadanym mu bólu, chłopak zdążył przełożyć większy nóż do drugiej ręki i dźgnąć go w podbrzusze. Ten ruch zachwiał mężczyzną. Upadł na ziemię.
- Noel... ty mała dziwko.-Spojrzenie Noela zaszczyciła ojca tylko na krótką chwilę. Znieważając agresję i wywody ojca, pchnął nogą jego ciało aby nie wadził. Musiał jakość przeciągnąć matkę do pomieszczenia. Puścił ją, schylił się nad okolicą jej kostek i podciął ścięgna. Nóg jej nie związał więc chciał się upewnić, że zdzira mu nie ucieknie. Poszedł zamknąć drzwi. Spojrzał na żenujący obraz dwóch pasożytów. Ojciec klął, matka naśladowała jego zachowanie. Nachylił się nad ojcem aby nieczule wyciągnąć nóż z jego ramienia, ledwo co unikając splunięcia. Uniósł brew i silnym zamachem kopnął ojca w twarz. Uciszył go tym na chwilę i zaoszczędził czas na to aby spiąć jego nadgarstki drugą parą kajdanek.
Nie było łatwo ale zaciągnął ciężkiego mężczyznę na sofę. To samo zrobił z matką, z którą poszło mu o wiele łatwiej. Niestety, był chłopakiem drobnej postury, do tego jego niechęć do jedzenia doprowadziła do wagi czterdziestu dziewięciu kilogramów przy wzroście metr siedemdziesiąt.
Pociągnął krzesło od stołu jadalnego na środek salonu. Ustawił je tak aby mieć dobry widok na rodziców. Zwrócił uwagę, że matka trochę za szybko się wykrwawia. Nie dobrze, musi jeszcze trochę ją utrzymać. Pokręcił bezradnie głową, wstał z niechęcią. Sięgnął po nóż, rozciął koszulkę ojca na dwa kawałki i mocno obwiązał dół łydek matki. Zaszczycił ją bezpośrednim spojrzeniem w jej oczy o kolorze czystego nieba. Jej twarz była piękna, miała powodzenie u mężczyzn. Piękne czekoladowe włosy dodawały jej uroku, no a ponoć brunetki są teraz w modzie. Drgnęła nerwowo. Bała się, dobrze.
- Wszyscy zawsze mówili ci, że jesteś taka piękna. Prawda?-Pierwszy raz od pół roku Noel się odezwał. Jego głos był spokojny, wręcz kojący. Zdziwił tym kobietę.- To zabawne, że zawsze porównywali moją twarz do twojej. Ponoć odziedziczyłem urodę po tobie. Jak na mnie mówili? Jaki ładny chłopiec.-Splunął na bok.- Obrzydliwe.-Wyciągnął mniejszy nóż.- Vanessa, skoro jesteśmy tacy podobni do siebie, czemu nie możemy być jeszcze bardziej?-Odgarnął jej ciemne włosy, brudnym od krwi nożem.- Pamiętasz jak twój chuj mi to zrobił?-Przejechał swoimi palcami po dwóch bliznach na twarzy. Udał zawiedzionego.- No i nie jesteśmy już tacy podobni. Mamo, ja chcę być taki jak ty, dokładnie taki sam.-Ujął mocniej nóż i zaczął bardzo powoli ciąć po jej twarzy w taki sam wzór, w jaki układały się blizny na jego twarzy. Ojciec, słyszał już jego wywody. Czyżby zależało mu na tej kobiecie?- Tato, przecież jesteś zasranym socjopatą.-Zaśmiał się.- Ją tylko dymałeś.-Odciągnął nóż od twarzy kobiety, która jęczała z bólu.
Uniósł się, założył ręce na piersi. Zaczął się bawić nożem.
- No i co ja mam z wami zrobić?
- Noel proszę...-Łgała przerażona. Spojrzał na nią wzrokiem zszokowanego psychopaty, zaczął się śmiać.
- Niech mnie diabeł zerżnie, Vanessa prosi. Ile to już czasy upłynęło od ostatniego ''proszę''?-Przysunął się do niej, oparł rękę o oparcie sofy. Jego i jej twarz dzieliły liche milimetry.- No ile apatyczna suko?-Ujął mocniej nóż.- Nie, ty nigdy tego nie powiedziałaś.-Wbił z całej siły nóż w jej brzuch. Zaczął nim kręcić i wsłuchiwać się w piękną melodię ułożoną z jej cierpiącego ujadania. Po dość długiej chwili zatrzymał nóż, przysunął się do jej policzka i ją pocałował.- Kochana mamusia.-Wysunął brutalnie ostrze, a krew zaczęła się lać.- Spokojnie, w piekle opowiesz mi jak pokutowałaś.
Zostawił ją aby powolnie umierała, wrócił do ojca. Itan robił się blady, stracił już trochę krwi.
- Nie wdzięczny gówniarz.
- Niewdzięczny gówniarz?
- Pierdolony morderca!-Noel spojrzał na niego rozczulony. Złapał za włosy i szarpnął je do tyłu. Patrzył drapieżnie w jego brązowe oczy, przystawił nóż do gardła.
- Tato, to ty mnie tego nauczyłeś.
- No dalej! Zabij mnie, o ile potrafisz!-Oczy chłopaka wywróciły się sugerując znudzenie i ignorancję.
- Poważnie, na tyle cię stać?-Zsunął nóż na jego klatkę piersiową.- Tylko na tyle?-Szepnął i zaczął ciągnąć nożem aż do jego pępka. Przyglądał się jak ojciec tłumi w sobie ból, stara się nie dać satysfakcji synowi.- Nudzisz mnie.-Prychnął.
- Nie umiesz... nawet zadać porządnego bólu.-Chciał tym zdenerwować swojego syna, jedyne co zrobił to wzbudził w nim irytację. Zakończyło się to naciskiem szczupłego kciuka na gałkę oczną, zgniótł ją. Wyciągnął kciuk i wytarł o pierś Itana.
- Ohydne.-Skrzywił się. Jęk bólu ojca, nie powstrzymał go. Noel to zignorował, nużyło go to.
Wstał idąc w stronę solniczki. Po drodze spojrzał na matkę, była już prawie po drugiej stronie. Zabrał solniczkę i rzucił ją na podłogę. Wylądowała pod stopami ojca, idealnie.
- Nudzisz mnie.-Skierował pozbawione emocji słowa. Wyciągnął nóż i zaczął rozcinać bebechy mężczyzny. Starał się robić to tak aby mężczyzna trochę jeszcze pożył. Rozsunął płaty skóry i złapał za szklany pojemniczek z solą. Odkręcił jego wieczko i nie pierdoląc się, wysypał wszystko do wnętrza ojca. Wrzask, przeraźliwy wrzask.
Wyciągnął papierosy i zapalniczkę z kieszeni ojca, wrócił na krzesło, odpalił fajkę, zaciągnął się i podziwiał teatralne przedstawienie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz