niedziela, 9 lutego 2014

Session

Sesja. Wstęp

Psychoterapia Psychodynamiczna

Przyprowadzili ją w kaftanie. Jej czarne włosy przysłaniały bladą twarz oraz podkrążone oczy. Głowę miała spuszczoną, wyglądała na dobitą. Tak jednak nie było.
Przypięli ją do metalowego krzesła przed biurkiem kobiety w białym fartuchu. Ukradkiem widziała jak kobieta zakłada nogę na nogę. Dominujący gest. Dziewczynie aż wkradł się paskudny uśmieszek na twarz, lubiła tą sukę. Uwielbiała z nią spędzać czas. Każdy kto napotkał czarnowłosą dziewczynę i chciał rozmawiać w psychologiczny sposób, nie wytrzymywał. Nikt się jej nie podejmował. Niepoczytalna - tak właśnie była określana. Natomiast jej nowa znajoma? Rozmawiały jak o słonecznej pogodzie. Beztroskie, płynne, wciągnięte.
 - Witaj.-Ton głosu kobiety w fartuchu był jak zwykle ciepły.
 - Dzisiaj jesteś pewniejsza siebie. Noga na nogę. A może to nie to? Zgwałcił cię kiedyś ktoś? Evo.-Eva uśmiechnęła się w przyjazny sposób.
 - Widzę, że dzisiaj zwracasz uwagę na szczegóły.-Zanotowała coś na kartce.
 - A jednak.-Czarnowłosa uniosła wzrok z szyderczym uśmiechem.
 - Dzisiaj twój wyjątkowy dzień?-Spojrzała na dziewczynę okazując jej głębokie zainteresowanie. Dziewczyna zaczęła się kręcić na krześle z co raz to większym uśmiechem
 - Kupiłaś mi trupa prawda! Powiedz że tak...-Momentalnie posmutniała.- Venom stracił głowę, czu.-Nagle zachłysnęła się własnym słowem co przykuło wzrok psychiatry.
 - Tęsknotę.
 - Milcz.-Warknęła, jej oczy przepełnione były agresją i obrzydzeniem. W środku jednak dalej wiedziała, że jest z kimś kogo towarzystwo jest ciekawe.
 - Pytałam o to ale się nie zgodzili.-Dziewczyna opuściła głowę niżej. Teraz dopadło ją jakieś paskudne uczucie, nie znała go. Zapomniała o nim.- Jednak nie zapomniałam o tobie.-Młodsza uniosła spojrzenie z zaciekawieniem.- Pokażę ci pod koniec sesji.
 - To godzina... Wiesz, że nie lubię czekać.-Przekręciła głowę w bok aby ujrzeć ile do końca.
 - Jednak lubisz nasze spotkania? Prawda.
 - Kontynuuj.-Warknęła oschłym tonem. Eva skinęła głową i zrobiła to o co w swój sposób poprosiła ją dziewczyna.
 - To już nasze sto pięćdziesiąte spotkanie.-Pokręciła głową z niedowierzaniem.- Tobie też przeminęło jak chwila?
 - Czekasz na każdy raz?-Kolejne oschłe pytanie. Było jednak dobrą oznaką dla Evy. Pytanie miało podłoże tej lepszej osoby swojej pacjentki.
 - Tak.
Dziewczyna niewytłumaczalnie wyrwała się z poluzowanych więzów złapała nóż, który kiedyś zostawiła pod szufladami biurka Evy. Wskoczyła na blat i przystawiła jej nóż do gardła. Spojrzeniem drapieżnika, który dopadł swoją ofiarę. Zrobiła nacięcie i na tym etapie się zatrzymała.- Wróć.-Usłyszała od ofiary.

Źrenice czarnowłosej dziewczyny znów wróciły do normy. Mrugnęła parę razy i rozglądała się po pomieszczeniu. Była znów przypięta, w kaftanie. Eva siedziała przed nią, noża nie było a szyja Evy była nie tknięta. Pierwsze pytanie
 - Gdzie nóż?-Od dawna nie była w takim stanie. Zastała lekki uśmiech starszej od niej kobiety, która zapisywała.
 - Znam cię.
 - Spluwam na ciebie! Chuj wiesz.-Kolejny zapis Evy. Dobra oznaka, dziewczyna wyraża zdenerwowanie.
 - Venom, tak?-Dziewczyna znów wróciła do ładu.
 - Tak.-Kobieta się rozpisała i zastanawiała nad tą ciekawą nazwą. Podparła brodę i rzuciła długopis na biurko.
 - Opowiesz mi dlaczego go tak nazwałaś?-Młoda zakpiła.
 - Zależy ci na tym.
 - Oczywiście!-Uśmiechnęła się.- Wiesz, że lubię o tobie słuchać. Jesteś ważna.-To słowo, dziewczyna słyszała je za każdym razem. Jakby natrętnie miało się wbić w jej umysł. Spojrzała na ziemie, zdezorientowana.
 - Przez początek zrobiłam mu dziurę w brzuchu, trzymał w nich leki. Te leki, trujecie mnie nimi! To miała być te...
 - Ci-cho.-Eva przeciągnęła.- Nie denerwuj się.
 - Zamknij się.-Eva ciągnęła dalej.
 - Pamiętaj jestem tu dla cie...
 - Milcz do diabła!-Zaczęła tracić dech w piersi.
 - Nie będzie dobrze, nawet nie wiem czy stąd wyjdziesz. Ale porozmawiaj ze mną, nic do stracenia.-Poprawiła się.- A teraz powiedz mi coś o czym nie wiem, skąd jeszcze ta nazwa? To twoja druga oso...
 - Nie.-Eva kiwnęła głową przyjmując wiadomość.- Nie...-Czarnowłosa zaczęła się uspokajać.- To... Venom, on jest... przyja...-Znowu zaczęła tracić dech w piersi, znów serce jej waliło. Medycy psychiatrii dbali o jej serce wiedząc, że po truciu się oraz paru próbach samobójczych serce dziewczyny było słabe.
 - Nie chcę abyś się źle czuła. Spokojnie... Jesteś?-Młodsza starała się nie reagować jednak coś skupiało się na tych słowach.- Jesteś z nami? Poproszę cię o rozmowę.-Czarnowłosa zaczęła się trząść, co raz bardziej. Uciążliwe drgawki towarzyszące jej od długiego czasu. Nagle ustąpiły, straciła władzę nad ciałem. Można by powiedzieć, że i przytomność. Rozwiał to jednak nie przyjemny i oszalały śmiech. Uniosła głowę. Znów miała te rozszerzone źrenice. Eva to zanotowała, znów odłożyła długopis. Spokojnie, bardzo spokojnie.
 - Czego chcesz suko.-Głos skąpany w kpinie.
 - Porozmawiać. Mam wiele pytań. Mój drogi.-Młoda z wcieleniem mężczyzny zaczęła się śmiać.
 - Drogi, aż tak żałośnie?
 - Cenię cię.-Znów ten ciepły uśmiech. Ono natomiast westchnęło.
 - Intrygujesz mnie Evo, z razu na raz co raz bardziej. Nocami aż o tobie fantazjuję, wiesz?-Wrócił jednak do tematu.- Czego chcesz.
 - Jesteś trucizną w ciele naszej ukochanej dziewczynki? Chciałabym się dowiedzieć o tym więcej.-Wzruszył ramionami.
 - Jest moja.
 - Czas dać jej wolną rękę.
 - Jest moja, ja ją wychowałem.-Powiedział stanowczo.- Jej emocje były monumentalne, ja je obniżyłem.
 - Za to ci dziękuję.
 - To zaszczyt.-Spojrzała wprost w jego przekrwione oczy. On w przeciwieństwie do dziewczyny odchylił głowę do tyłu pokazując wymęczoną i nie wyspaną twarz.
 - A teraz... Mój drogi, jak się nazywasz?-Nie umiał się nawet uśmiechnąć. Aluzję pytania jednak zrozumiał i było to dla niego dość ciekawe.
 - Satan.-Wypowiedział takim głębokim tonem od którego większość z kobiet i nielicznych mężczyzn wpadało w podniecenie, zimny dreszcz i wydobyło lekkie westchnięcie.
Głowa młodej dziewczyny opadła jednak odzyskiwała świadomość. Bardzo słabo jednak organizm i psychika walczyły. Spojrzenie było zamazane. Zaskoczyło ją to co zobaczyła odzyskując ostrość wizji.
 - Witaj kochana S.-Przykucnęła przy S nie dotykając jej, wiedziała, że tego nie lubi. W rękach jednak trzymała jakiś przedmiot. Maskotka.- To jest moja droga Abaddon. Abaddon ma klucz do tworzenia światów. Wszystkiego najlepszego.-Spojrzała w sposób, którym czasem uspakajała czarnowłosą.
Dziewczyna spojrzała ze zdziwieniem, chwilę potem po policzku spłynęła samotna ł
za.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz