Sesja. Wstęp
Psychoterapia Psychodynamiczna
Przyprowadzili
ją w kaftanie. Jej czarne włosy przysłaniały bladą twarz oraz
podkrążone oczy. Głowę miała spuszczoną, wyglądała na dobitą. Tak jednak
nie było.
Przypięli ją do metalowego krzesła przed biurkiem kobiety
w białym fartuchu. Ukradkiem widziała jak kobieta zakłada nogę na nogę.
Dominujący gest. Dziewczynie aż wkradł się paskudny uśmieszek na twarz,
lubiła tą sukę. Uwielbiała z nią spędzać czas. Każdy kto napotkał
czarnowłosą dziewczynę i chciał rozmawiać w psychologiczny sposób, nie
wytrzymywał. Nikt się jej nie podejmował. Niepoczytalna - tak właśnie
była określana. Natomiast jej nowa znajoma? Rozmawiały jak o słonecznej
pogodzie. Beztroskie, płynne, wciągnięte.
- Witaj.-Ton głosu kobiety w fartuchu był jak zwykle ciepły.
-
Dzisiaj jesteś pewniejsza siebie. Noga na nogę. A może to nie to?
Zgwałcił cię kiedyś ktoś? Evo.-Eva uśmiechnęła się w przyjazny sposób.
- Widzę, że dzisiaj zwracasz uwagę na szczegóły.-Zanotowała coś na kartce.
- A jednak.-Czarnowłosa uniosła wzrok z szyderczym uśmiechem.
-
Dzisiaj twój wyjątkowy dzień?-Spojrzała na dziewczynę okazując jej
głębokie zainteresowanie. Dziewczyna zaczęła się kręcić na krześle z co
raz to większym uśmiechem
- Kupiłaś mi trupa prawda! Powiedz że
tak...-Momentalnie posmutniała.- Venom stracił głowę, czu.-Nagle
zachłysnęła się własnym słowem co przykuło wzrok psychiatry.
- Tęsknotę.
-
Milcz.-Warknęła, jej oczy przepełnione były agresją i obrzydzeniem. W
środku jednak dalej wiedziała, że jest z kimś kogo towarzystwo jest
ciekawe.
- Pytałam o to ale się nie zgodzili.-Dziewczyna opuściła
głowę niżej. Teraz dopadło ją jakieś paskudne uczucie, nie znała go.
Zapomniała o nim.- Jednak nie zapomniałam o tobie.-Młodsza uniosła
spojrzenie z zaciekawieniem.- Pokażę ci pod koniec sesji.
- To godzina... Wiesz, że nie lubię czekać.-Przekręciła głowę w bok aby ujrzeć ile do końca.
- Jednak lubisz nasze spotkania? Prawda.
- Kontynuuj.-Warknęła oschłym tonem. Eva skinęła głową i zrobiła to o co w swój sposób poprosiła ją dziewczyna.
- To już nasze sto pięćdziesiąte spotkanie.-Pokręciła głową z niedowierzaniem.- Tobie też przeminęło jak chwila?
-
Czekasz na każdy raz?-Kolejne oschłe pytanie. Było jednak dobrą oznaką
dla Evy. Pytanie miało podłoże tej lepszej osoby swojej pacjentki.
- Tak.
Dziewczyna
niewytłumaczalnie wyrwała się z poluzowanych więzów złapała nóż, który
kiedyś zostawiła pod szufladami biurka Evy. Wskoczyła na blat i
przystawiła jej nóż do gardła. Spojrzeniem drapieżnika, który dopadł
swoją ofiarę. Zrobiła nacięcie i na tym etapie się zatrzymała.-
Wróć.-Usłyszała od ofiary.
Źrenice czarnowłosej dziewczyny znów
wróciły do normy. Mrugnęła parę razy i rozglądała się po pomieszczeniu.
Była znów przypięta, w kaftanie. Eva siedziała przed nią, noża nie było a
szyja Evy była nie tknięta. Pierwsze pytanie
- Gdzie nóż?-Od dawna nie była w takim stanie. Zastała lekki uśmiech starszej od niej kobiety, która zapisywała.
- Znam cię.
- Spluwam na ciebie! Chuj wiesz.-Kolejny zapis Evy. Dobra oznaka, dziewczyna wyraża zdenerwowanie.
- Venom, tak?-Dziewczyna znów wróciła do ładu.
- Tak.-Kobieta się rozpisała i zastanawiała nad tą ciekawą nazwą. Podparła brodę i rzuciła długopis na biurko.
- Opowiesz mi dlaczego go tak nazwałaś?-Młoda zakpiła.
- Zależy ci na tym.
-
Oczywiście!-Uśmiechnęła się.- Wiesz, że lubię o tobie słuchać. Jesteś
ważna.-To słowo, dziewczyna słyszała je za każdym razem. Jakby natrętnie
miało się wbić w jej umysł. Spojrzała na ziemie, zdezorientowana.
- Przez początek zrobiłam mu dziurę w brzuchu, trzymał w nich leki. Te leki, trujecie mnie nimi! To miała być te...
- Ci-cho.-Eva przeciągnęła.- Nie denerwuj się.
- Zamknij się.-Eva ciągnęła dalej.
- Pamiętaj jestem tu dla cie...
- Milcz do diabła!-Zaczęła tracić dech w piersi.
-
Nie będzie dobrze, nawet nie wiem czy stąd wyjdziesz. Ale porozmawiaj
ze mną, nic do stracenia.-Poprawiła się.- A teraz powiedz mi coś o czym
nie wiem, skąd jeszcze ta nazwa? To twoja druga oso...
- Nie.-Eva
kiwnęła głową przyjmując wiadomość.- Nie...-Czarnowłosa zaczęła się
uspokajać.- To... Venom, on jest... przyja...-Znowu zaczęła tracić dech w
piersi, znów serce jej waliło. Medycy psychiatrii dbali o jej serce
wiedząc, że po truciu się oraz paru próbach samobójczych serce
dziewczyny było słabe.
- Nie chcę abyś się źle czuła. Spokojnie...
Jesteś?-Młodsza starała się nie reagować jednak coś skupiało się na tych
słowach.- Jesteś z nami? Poproszę cię o rozmowę.-Czarnowłosa zaczęła
się trząść, co raz bardziej. Uciążliwe drgawki towarzyszące jej od
długiego czasu. Nagle ustąpiły, straciła władzę nad ciałem. Można by
powiedzieć, że i przytomność. Rozwiał to jednak nie przyjemny i oszalały
śmiech. Uniosła głowę. Znów miała te rozszerzone źrenice. Eva to
zanotowała, znów odłożyła długopis. Spokojnie, bardzo spokojnie.
- Czego chcesz suko.-Głos skąpany w kpinie.
- Porozmawiać. Mam wiele pytań. Mój drogi.-Młoda z wcieleniem mężczyzny zaczęła się śmiać.
- Drogi, aż tak żałośnie?
- Cenię cię.-Znów ten ciepły uśmiech. Ono natomiast westchnęło.
-
Intrygujesz mnie Evo, z razu na raz co raz bardziej. Nocami aż o tobie
fantazjuję, wiesz?-Wrócił jednak do tematu.- Czego chcesz.
- Jesteś trucizną w ciele naszej ukochanej dziewczynki? Chciałabym się dowiedzieć o tym więcej.-Wzruszył ramionami.
- Jest moja.
- Czas dać jej wolną rękę.
- Jest moja, ja ją wychowałem.-Powiedział stanowczo.- Jej emocje były monumentalne, ja je obniżyłem.
- Za to ci dziękuję.
-
To zaszczyt.-Spojrzała wprost w jego przekrwione oczy. On w
przeciwieństwie do dziewczyny odchylił głowę do tyłu pokazując wymęczoną
i nie wyspaną twarz.
- A teraz... Mój drogi, jak się nazywasz?-Nie
umiał się nawet uśmiechnąć. Aluzję pytania jednak zrozumiał i było to
dla niego dość ciekawe.
- Satan.-Wypowiedział takim głębokim tonem
od którego większość z kobiet i nielicznych mężczyzn wpadało w
podniecenie, zimny dreszcz i wydobyło lekkie westchnięcie.
Głowa
młodej dziewczyny opadła jednak odzyskiwała świadomość. Bardzo słabo
jednak organizm i psychika walczyły. Spojrzenie było zamazane.
Zaskoczyło ją to co zobaczyła odzyskując ostrość wizji.
- Witaj
kochana S.-Przykucnęła przy S nie dotykając jej, wiedziała, że tego nie
lubi. W rękach jednak trzymała jakiś przedmiot. Maskotka.- To jest moja
droga Abaddon. Abaddon ma klucz do tworzenia światów. Wszystkiego
najlepszego.-Spojrzała w sposób, którym czasem uspakajała czarnowłosą.
Dziewczyna spojrzała ze zdziwieniem, chwilę potem po policzku spłynęła samotna łza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz