Otworzyła oczy widząc ciemność, leżąc w łóżku i nie mając siły nawet na podniesienie ręki. Ostatni tydzień stał się wyczerpujący, coś złego wpełzało do jej umysłu i wysysało życie. Pomimo wszystko była do tego przyzwyczajona, to nie był pierwszy raz. Już od kilku lat nie mogła spać w nocy, kłamała wobec swojego stanu psychicznego, sztucznie się uśmiechnęła i każdego poranka chciała uciec w przestworza. Chwilami już nie czuła, że była sobą, nie była pewna swojej obecności, rzeczywistości i ludzi dookoła niej. Nerwy zasłaniała papierosami i alkoholem, smutek topiła w nocnych spacerach po lasach. Jej zmęczenie z czasem pragnęło aby zamilkła, nie odzywała się do ludzi i nie zwracała na nich uwagi. Chciała się zamknąć w świecie, w którym otulałaby ją samotność. Pragnęła powrotu tych dwóch, tego złego i tego dobrego, którzy żyli tylko w jej umyśle. W umyśle, a jednak czasem miała wrażenie, że są oni bardziej realni niż wszyscy dookoła. Osoby, który się o tym dowiedziały mówiły, że jest to smutne, po przez to chciały powiedzieć jaka dziwna była jej osoba. Jaka dziecinna i nie rozsądna. Nie żyjąca w świecie, nie będąca odpowiedzialną. Osoby, które nie znały nawet skrawka jej życia, oceniały je i karciły za każde nawet małe potknięcie. Ona po tym tylko tonęła, w swoich myślach w bezsilności. Wolała wszystkich tracić niż starać się aby znów być odtrąconą i nie zrozumianą. Zrozumienie, to było coś co mijało z wiatrem, słowa pana kłamstw.
Spróbowała się podnieść przez co jej ciało zaczęło drżeć. Nie było zimno jednak na jej ciele pojawiła się gęsia skórka. Usta sinego koloru, ciemne sińce pod oczami, zaczerwienione oczy. Bezsenność sprawiała, że była co raz wstrętniejsza i odpychająca dla innych. Nie dbała o to, już nie umiała. Kiedyś chciała być idealna dla każdego, chciała być na tyle dostojna aby każdy doceniał jej zewnętrzną stronę. Od dłuższego czasu przestało jej na tym zależeć. Zdanie ludzi było mylne ich pomoc bezużyteczna, a ciepło stało się zimne jak bryła lodu. Czemu więc miała się dla nich starać? Nikt jej nie rozumiał, mówili, że rozumieją ale w prawdzie nawet się nie starali. Kiedyś pragnęła pomocy, będąc osobą cichą wewnątrz siebie wydzierała się pod wpływem agonii. Czuła, że wewnątrz umierała. Z miesiąca na miesiąc ludzkie odruchy stały się jej obce, odrzucające i przerażające. Oschłość i empatia stały się priorytetem. Nie umiała nic zaoferować ludźmi, nie umiała współczuć im kiedy cierpieli. Życie z czasem zrobiło z niej bezdusznego potwora. Czasem mówiła sama sobie, że zaprzedała duszę dla czystego umysłu i tej decyzji nigdy nie pożałowała. Były czasy, w których umiała się poświęcić. Odstawiała swoje ambicje na trzecią półkę, a problemy innych stały się najważniejsze. Szkoda tylko, że za każdym razem kiedy wszystko zostało naprawione, ona została porzucana. Poniżono ją nie raz, znieważono i tak jak wcześniej było wspomniane, wytykana za każde potknięcie. Dzisiaj pragnęła tylko osiągać swoje postanowione cele, które do dnia obecnego jeszcze nie przeminęły. Chciała stać się wyższością, stać się kimś kto na resztę może spojrzeć z góry pogardliwym wzrokiem. Bez słowa, bez zainteresowania.
Poszła w stronę kuchni szukając paczki papierosów, które jak zwykle się zagubiły. Wpierw znalazła zapalniczkę nerwowo co chwilę ją odpalając. Potem nareszcie znalazła papierosy. Wsunęła jednego między wargi i odpaliła zaciągając się tak mocno jak tylko mogła. W ten oto sposób mogła zapewnić sobie helikopter, którego potrzebowała. Schyliła się do szafki pod zlewem i wyciągnęła brandy, która jej została. Nie trudziła się ze znalezieniem jakiejś szklanki. Odkręciła butelkę i od razu zaczęła z niej pić. Była trochę zirytowana, że pieniądze, które zyskała na ciężkiej pracy co raz częściej szły na alkohol. Jej słaba głowa to tego stała się mocna i żeby się upić potrzebowała co najmniej czterdziestu procentowego litra.
Za swoimi plecami poczuła dość chłodną obecność, zignorowała. Wiedziała co to, wiedziała, że to halucynacje, które z każdym kolejnym dniem stawały się co raz bardziej potworne. Jednak zmagając się z tym tyle czasu, jak mogła się do tego nie przyzwyczaić?
Pociągnęła nosem czując jak wypływa z niego krew, wytarła się ręką i zachwiała. Powinna więcej jeść ale każdy kęs czegokolwiek stawał jej w przełyku. Nigdy nie umiała wymiotować a teraz robiła to co raz częściej. W zaciszu, czasem nawet spała pod kiblem. Traciła każdą siłę.
Zalecenia lekarskie zabraniają rozmawiać z halucynacjami, przestała tego przestrzegać.
- Gdzie jest reszta?-Nie usłyszała odpowiedzi.- Rozumiem, że zrobili sobie lekką przerwę. Każdy w końcu musi, nieprawdaż?-Westchnęła i zasiadła na sofie. Piła dalej i wypalała papierosa do końca.- Szkoda, że nie palisz, chętnie bym cię poczęstowała. Jak widzisz, że jestem aż taką egoistką.-Przewróciła oczami.- Eh, przez te bóle głowy mam ochotę znowu zapełnić sobie czas oglądaniem gore. Mam nadzieję, że się przysiądziesz, a ja poszukam czegoś dobrego. Nie obiecuję jednak za dużo, ludzie są tak mętni, że nie potrafią wyprodukować czegoś na tyle ambitnego abym mogła to uznać za dobre. Nalała brandy do stojącej szklanki na szklanym stoliku. Uniosła ją i wręczyła do ręki swojej zwidzie. Szklanka upadła, rozsypała się na kawałki a ona z beznamiętnym wyrazem twarzy przeszła po tych drobinkach.-Sierota z ciebie, zmarnowałam tylko alkohol.
Po jakimś czasie włączyła horror w połowie mając ochotę na nim zasnąć. Organizm pragnął snu jednak powieki nie mogły się zamknąć. Skończył się w nudny sposób, jak każdy inny. Podłączyła pendrive do telewizora i włączyła muzykę z Dead Silence. To jedyna kołysanka, przy której chciało jej się tańczyć. Było przyjemnie, do czasu aż jej spokój zakłóciło pukanie do drzwi. Spojrzała w ich kierunku i głęboko się zastanowiła czy powinna otwierać. Czy jej się chce i czy to nie ktoś na kogo kompletnie nie miała ochoty. W końcu jednak zdecydowała się aby otworzyć. Zeszła po schodach i przekręciła zamek drzwi wpuszczając do środka nikogo innego jak samego Eliasa. Starszy o piętnaście lat od niej mężczyzna, z którym nie raz się przespała. Nie czuła do niego jednak nic, co nie zmieniało faktu, że był jej potrzebny.
- Tak jak chciałaś, do ręki.-Wyciągnął w jej kierunku pięć tysięcy, które zarobiła w przeciągu tygodnia.-Ładnie zaczęłaś zarabiać.
- Mhm.-Zabrała to co swoje i poszła na górę nie dbając o to co zrobi mężczyzna. On postanowił zamknąć drzwi i udać się za nią. Czy to nieco natrętne? Chyba, no ale trudno.
Nagle zadał jej pytanie, którego nienawidziła.
- Bierzesz leki? Słabo wyglądasz?
- A co ci do tego?
- Jak mamy razem pracować to raczej powinienem się upewniać, że o siebie dbasz.-Poszła do kuchni wyciągnęła fiolkę z tabletkami. Wyciągnęła cztery, czyli tyle powinna i na jego oczach je połknęła.- No i dobrze.-Usiadł na sofie i westchnął widząc butelkę alkoholu.- Ile razy powtarzałem ci abyś nie mieszała alkoholu z lekami?
- Daj mi spokój.-Odparła w oschły sposób. Przysiadła się niedaleko niego, wzrok skupiając jednak na postaci, która istniała tylko w jej głowie.
- Dostałaś nowe zlecenie. Tym razem większe niż nawet to ostatnie. Facet, który tego zapragnął jest przy kasie i z niewiadomych przyczyn ma fisia na twoim punkcie.
- Czego dokładniej chce?-Spojrzała na niego ukradkiem swoim zielonym wzrokiem.
- Konceptów do gry, którą tworzą jego pachoły. Zapoznał się z twoim stylem a gra ma być gatunku gore. Nie znalazł nikogo innego kto mógłby tak kontrowersyjnie podchodzić do tego tematu.
- A zapłata?
- Jeszcze o tym z nim konkretnie nie gadałem ale burknął coś na temat dziesiątki.
- Tysiąca?-Nieco się zdziwiła.- Widocznie naprawdę nie ma co robić z pieniędzmi.
- Ano racja. Masz jednak tylko tydzień, cztery projekty wstępnie. Powiedział, że jeżeli zdadzą egzamin to osobiście chce porozmawiać z tobą na temat dalszej współpracy.-Złapała za butelkę i trochę upiła.
- Wiesz doskonale...
- Że nie lubisz się osobiście spotykać z klientami, tak wiem. Powtarzasz to na okrągło.
- Bo idiotycznie napierasz.-Przewróciła oczami.
- Zrobisz jak chcesz ale powiem ci tylko tyle, że dziesięć tysięcy nie chodzi piechotą.-Wariat - pomyślała o nowym kliencie.- Nigdy jeszcze tyle ci nie zapłacono.
- A jednak musiał być ten pierwszy raz.
Przez chwilę trwali w ciszy, kiedy to on się zaśmiał a ona zapytała.
- Gdzie twoja słodziuchna żonka?
- Pojechała z dziewczynkami do matki, chciała zrobić sobie wolne od jak to ona powiedziała ''uciążliwej pracy''
- Malowania paznokci i ignorowania telefonów od klientów?
- Dokładnie.-Jakie to bezsensowne, że niektórzy muszą harować nocami i dniami aby wzbić się na szczyt. Natomiast niektórzy poświecą pizdą i mają wszystko czego pragną.
- Biedna.
- Co masz na myśli?
- Kochająca, troskliwa pomimo wszystko. Matka twoich kochających ją dzieci, a ty ją tak kłamiesz.-Zakpiła.
- Źle ci z tym.-Nie odpowiedziała chcąc dać mu do zrozumienia, że raczej ją to nie interesuje. On się nagle przysunął i silną ręką złapał jej brodę. Nie był delikatny, nigdy nie był. Jednak ona nigdy nie oczekiwała tego aby traktował ją jak pierdoloną księżniczkę.- Swoją drogą dawno cię nie przerżnąłem.-Powiedział to tak bezpośrednio i tak władczo aby mogła poczuć tą jego przewagę. Ona nie miała sił, on był natomiast dobrze zbudowanym jak na swój wiek i silnym mężczyzną.
- Zostaw mnie, nie chcę.-Zaprotestowała na samą myśl o seksie czując, że robi jej się mdło.
- Zgadnij jak bardzo mnie to interesuje.-Nie czekał dłużej, złapał ją mocno za włosy i zaczął się dobierać. Chciała przez chwilę zaprotestować ale wiedziała, że jest to bezsensowne. On zrobił swoje, tak jak chciał. Zaspokoił się i dostał to czego od swojej dupy nie dostawał.
Zaczęła się ubierać i dość szybko dokończyła butelkę brandy. Zrobiło się jej niedobrze jednak powstrzymała wymioty przełykając je z powrotem.- Czemu marudzisz. Każdy facet cię zostawił i aktualnie nie masz nikogo do wyluzowania się, aż tak ci źle?-Zapytał cynicznie. Zignorowała go, złapała butelkę i papierosy, a potem wyszła na balkon. Złapała się za włosy i usiadła pod ścianą. Nie czuła się poniżona, ale zmęczona takimi sytuacjami i nadal było jej niedobrze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz