Wszedł do pomieszczenia skąpanego w mroku. Tylko gdzieniegdzie wyłaniały się przebłyski spowodowane światłem księżyca w pełnej okazałości. Chłodne jak lód miejsce, powstałe z ziarna czegoś gorszego niż samo piekło. Pozawieszane nagie ciała na hakach o kolorze chińskiej porcelany. Skapująca z nich krew zalewała całe podłoże wyłożone czarnym kamieniem - wyglądali jak świnie podczas rzezi. W pewnych miejscach porozstawiane zostały świecie, nie miały jednak prawa być zapalone i zakłócić ciemności tego miejsca. Gdyby tak się jednak stało, gdyby to pomieszczenie zostało zalane ciepłym światłem. Runęłoby, a razem z jego runięciem najgorsze zło jakie znały wszystkie światy, wyżarłoby każdą okoliczną wioskę. Ludzie się bali tego miejsca i mieli do tego powody. Mówili iż zamieszkała tam wiedźma, demon czy coś kompletnie skażonego i nie do zaakceptowania. Zamieszkała tam jednak kobieta piękniejsza od samej Lilith, która w pierwszych dniach swego istnienia zastąpiona została Ewą.
Zatrzymał się i klęknął na jednym kolanie spuszczając głowę.
- Wybacz Pani wizytę bez zapowiedzi.-Z mroku wyłoniła się trupio blada istota, o kosmykach długich i czarnych jak smoła, ślepych oczach i białej sukni wirującej w powietrzy, w którym się unosiła. Nie odezwała się ani słowem ale zbliżała się do mężczyzny schowanego w szacie.- Przysyła mnie Uriel.
Zstąpiła na ziemię i podeszła do niego wyglądając jakby płynęła na dnie ciemnego oceanu. Palcem z długim szponem uniosła podbródek posłańca spoglądając mu w złociste oczy.
Ręka mu się trzęsła, a irytacja oraz zdenerwowanie wzrastało. Nie umiał na niczym skupić wzroku, latał on gdzie popadnie. Był w sytuacji najgorszej, której nigdy by nie przewidział. Był zdesperowany, na tyle, że poświęciłby chyba wszystko.
- Panie, jakie są twe rozkazy?
- Gdzie jest Angra.-Hades bał się odpowiedzieć, jednak wiedział, że taka jest jego powinność.
- Nie wiem Panie, zniknął.-Uriel ze zdenerwowania strącił wszystko z biurka i warknął na Hadesa.
- Gdzie do kurwy nędzy jest Angra?! Gdzie do diabła jest Valery Erasus?!-W jego oczach było w tym momencie tyle nienawiści, że Hades nie był w stanie w nie patrzeć. Czuł jak ręka zaczęła mu się trząść i wzbudziła się w nim chęć odejścia jak najdalej od swojego władcy.
- Nie wiem Panie...
- To się kurwa dowiedz!-Złapał się za białe kosmyki i nie wiedział już co wymyślić. Byli w krytycznej sytuacji. Nathanel zwerbował wojska, o których świat już zapomniał. Jedno z dwóch wojsk, które były w stanie zgładzić całe uniwersum. To już nie była bitwa dwóch sprzecznych sobie przywódców. To miała być egzekucja. Uriel zgromadził najpotężniejsze istoty, o których zdołał się dowiedzieć. Noel'a, Azayę, Venoma, Otepha, Vervila, Nevila i co najważniejsze Erasus'a - tak zwanego Angrą. Tym istotą nie mógł dorównać nikt z wojsk Nathanela, więc przez dłuższy czas Uriel był spokojny. Tym razem posunięcie wroga przewyższyło jego wyobraźnię i jej najgorsze scenariusze.
Momentalnie spojrzał się w stronę okna nie wierząc, że taki wątek przejdzie mu przez myśl. Ostatnia deska ratunkowa, która byłaby w stanie coś zdziałać. Wiedział jednak, że będzie się brudził prawdziwym ziarnem zła. Spojrzał w stronę Uriela, którym nie spoglądał jeszcze nigdy.
- Panie...-Hades od razu zrozumiał. W końcu chodziło o wojnę z wojskiem miażdżącym wszystkich dookoła za pstryknięciem palca.
- To jedyne wyjście. Nie zostało mi nic innego.
- Ale Panie...
- Zapierdalaj tam...-Rozkazał, ale Hades pomimo słów Uriela nie wiedział do końca co zrobić.- JUŻ!-Warknął tonem, który mógłby zburzyć ściany całego budynku. Hades już nie czekał, zniknął za drzwiami komnaty swego białego Pana.
Bał spoglądać się w te jej mleczne ślepia, pomimo iż nic po przez nie nie widziała. Taka kaleka istota, obmywająca się w tak wielkim respekcie całego świata poza ziemskiego.
- A więc drogi Hadesie, czego pragnie mój brat?-Wargi Hadesa wpierw się trzęsły, potem jednak wymówił twardym tonem.
- Wojny, wojny z batalionem bezimiennego.-Wpadła w gorzki śmiech.
- Oh mój kochany Hadesie.-Ten jej melodyjny głos wwiercający się w umysł. Ta jej chłodna dłoń, którą ułożyła na jego policzku. Prawie taka sama jak Uriela, jednak sam jej dotyk sprawiał, że czuło się przytłoczonym. To było jak dotyk Angry, tylko paskudniejszy, o wiele paskudniejszy.- Czyli mój brat chce wojny z batalionem mojego kochanego bezimiennego.-Powoli odsuwała rękę nacinając pazurem jego policzek.
- Tak Pani.-Nawet nie skrzywił się z bólu, bał się dawać jakichkolwiek oznak słabości. Słabości, które były przynależne ofiarą. Ta piękna kobieta to bestia, zabiłaby go. Siostra samego Uriela, rozsądnego i dobrego władcy z idealnym światem. Jego idealnego Pana. Raz, tylko jeden jedyny raz usłyszał wzmiankę o tym, że to rodzeństwo jest do siebie bardziej podobne niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Tylko jakim cudem jego Pan, dbający o swój lód, mógłby być taką bestią.
- Czemu więc sam nie stanie do bitwy?
- Pani, to batalion, który nie toczy wojny, tylko egzekucję.-Przez chwilę chciał się unieść, ale przed wypowiedzią porządnie ugryzł się w język. Lepiej takie ugryzienie, niż stracenie go aby dołączył do kolekcji innych, którymi się żywiła.
- Co z tego drogi Hadesie? Czyżbyś nie znał swojego pana?-Spojrzała na niego z zaciekawieniem. Po dłuższym braku odpowiedzi zrozumiała jak bardzo jej brat się zatuszował, w tym jego idealnym świecie.- Przekaż memu bratu, że będzie miał wojnę taką, jakiej zawsze pragnął. Znów zaczęła się śmiać, a wszędzie dookoła rozniosły się szepty zabitych tutaj ofiar.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz