Odkąd trafili razem z Dye'm i Mattem w to miejsce, Noel zaczął spędzać cały swój czas w samotności. Dye natomiast w tym miejscu nie był tym samym człowiekiem jakim był kiedyś. Noel miał nawet wrażenie, że czuje się tutaj lepiej niż w domu. Szkoda tylko, że z tego tytułu zaczął co raz bardziej zapominać o kimś, kto w jego życiu był ponoć tak ważny. Przesiadywał mnóstwo czasu z Urielem i rozmawiał o sprawach, o których wiedzieli tylko oni. Matt'a widział tylko wtedy kiedy w okolicy pokazywała się ta czupryna o kolorze słomy. Chociaż, od pewnego czasu nie widział go nawet z Angrą. Noel czuł, że za zniknięciem Matt'a stał Uriel, czuł to w kościach. Drobny, czarnowłosy chłopak o jasnym spojrzeniu jednak nigdy nie dbał o to co stanie się z Matt'em. Byli sobie odlegli, zawsze. Łączył ich tylko Dye, który z dnia na dzień stawał się co raz bardziej niewidzialny. Matt i Noel to były dwa różne światy tworzące między sobą kontrast. Kontrast ognia i wody, a Dye. Dye był powietrzem.
Młody poznał tutaj wiele osób, które ponoć były tak samo ważne jak on. On? Noel? Ważny? Nie rozumiał, a Uriel nie chciał tego jeszcze tłumaczyć. Cały on, tajemniczy biały książę, perfekcjonista, geniusz taktyki. Mówił tylko, że młody jest taki sam jak na przykład Deimos. Mężczyzna tak samo tajemniczy jak Uriel. Był wszędzie, widział wszystko, wiedział wszystko. Poruszał się niczym cień, a jego usta prawie zawsze były jak zaszyte nicią. Noel bał się mu patrzeć w te jego bursztynowe oczy, miał wrażenie, że mężczyzna czyta mu w myślach.
Trzymał w ręce butelkę alkoholu, którego mieli w tym miejscu pod dostatkiem. Machał nią patrząc jak bursztyn alkoholu wiruje w szklanym wnętrzu. Nie wiedział gdzie był, nie wiedział gdzie chce iść, nie wiedział co chce zrobić. Odkąd zabił każdego członka swojego drzewa genealogicznego, stracił cel w życiu. Kiedy trawił do tego miejsca, stracił sens życia. Co miał z tym zrobić? Mógł tylko egzystować i słuchać kazań Uriela kiedy trzeba było, od czasu do czasu spojrzeć w oczy Dye, a potem znów być samotnym i odkrywać co raz głębsze zakątki tego pustkowia.
Szedł przez szlak wyłożony białymi oszlifowanymi kamieniami, dookoła niego skały okryte kolorem cyjanu i kobaltu. To miejsce było dziwne pod każdym tego słowa znaczeniem. Nigdy nie widział tutaj słońca. Bynajmniej nie w obszarach, w których funkcjonował Uriel i jego mała armia, której Noel był członkiem. Innych nie znał, inne były mu zakazane, a wydawały się czymś co dałoby mu odrobinę wolności. Wolności, której już nie pamiętał. Nie pamiętał? Może nigdy jej jednak nie było? Nagle zamiast skalistej ściany rozpoczął się szereg metalowych krat brudnych od pyłu piachu. Nie szczególnie zainteresowany szedł przed siebie i ścierał pył z każdej kolejnej wskazującym palcem. A potem stanął wciąż patrząc się przed siebie, luźno trzymając butelkę, palca opierając o kratę. Słuch skupiony jednak na szumie łańcuchów za kratami, ktoś siedział tam w ciemni. Noel widział to oczami umysłu. Stał tak może z trzy minuty, potem skierował wzrok w stronę cienia i ujrzał białą jak Uriel postać. Długie zlepione brudem kosmyki, brudne od piachu dłonie oraz stopy. Siedziała jak biała lalka, zaniedbana, o której ktoś już dawno temu zapomniał. Przykuta do łańcuchów na wiele różnych sposobów, jakby ktoś panicznie bał się jej ucieczki.
Sam nie wiedząc czemu w pewnej chwili usiadł na tym brudnym podłożu skierowany twarzą w jej stronę. Butelkę wsadził między nogi i tak ją obserwował przez dłuższy czas. Jej sylwetka mówiła wiele, to musiała być kobieta, a jak nie kobieta to drugi Angra zrobiony z porcelany. Angra, jego piękno było nie do opisania, charakter jednak zamknięty w jednym słowie - beznamiętność. Nie chciał myśleć jednak o nim, wolał spoglądać na nią. Pomimo, że słyszał szelest łańcuchów to zastanawiał się czy jest martwa, jak długo tu spoczywa i dlaczego. Czemu był tym zainteresowany? Nie miał niczego lepszego do roboty. W sumie to miał, opróżnianie butelki, której alkohol zdążył mu już uderzyć do głowy.
- Tańczy w twoich oczach.-Usłyszał z oddali. Zmarszczył brwi i mruknął. Wystarczyło tylko to mrugnięcie, a ona nadal będąc za kratami teraz twarz miała parę centymetrów od niego.- Życie.-Puste błękitne spojrzenie, pozbawione nadziei, wypatroszone z marzeń. Było mistyczne, ale chłód tego spojrzenia wypełnił każdą żyłę w jego ciele. Nie było już jednak widać po nim zdziwienia, czy niepokoju. To był Noel, a Noel patrzył na wszystko tak jak Angra. Beznamiętnie. Kosmyki pięknej lecz zabrudzonej kobiety, z oczyma hipnotyzującymi jak śpiew syren, zaczęły pływać w powietrzu. Zsypywał się z nich piach, opadał na jej ramiona.- Tęsknota.-Dodała cichym tonem głosu.- Nadzieja.-Noel wiedział, że jest mu to obce, więc nie rozumiał po co mu to mówiła. Nie wiedział jednak ile kobieta miała w tym racji i ile wiedziała.- Ślepota.-Dodała chłodnym tonem. Zasiadła po turecku i patrzyła mu prosto w oczy. Czasem się ruszyła czemu towarzyszył dźwięk ciąganych łańcuchów.- Nie masz już celu, więc po co?-Zadała mu pytanie, które trafiło do niego bardziej niż cokolwiek innego.- Nie masz po co żyć, więc dlaczego?-Te pytania były takie nieskładne.- Zostawił cię. Książę, wybawiciel. Jeździec białego konia. Zostawił cię.-Robiło mu się co raz chłodniej, ale nie mógł odwrócić wzroku od jej spojrzenia czy odejść.- Czemu? Życie w twoich oczach, czemu ono dalej tańczy?
- Kim jesteś?-Od dłuższego czasu znowu się nie odzywał do innych, teraz jednak czuł potrzebę. Musiał się zapytać, musiał się odezwać.
- A kim ty jesteś?-Przybliżyła się, oparła policzek o zimną kratę.- Zapomniany? Ból? Nędza? Smutek? Kim jesteś?-Przyjrzała się dokładniej jego na pierwszy rzut oka spustoszałej twarzy.- Samotność.-Wyszeptała, a jej wzrok posmutniał. Wysunęła rękę z pomiędzy krat i otuliła jego policzek. Nigdy tego nie czuł, nie czuł takiego spokoju, takiej ulgi i chęci do życia. Odetchnął głębiej, źrenice się rozszerzyły, a ręce rozluźniły.- Pięknem.-Wyszeptała z co raz to większym smutkiem w błękitnych oczach.
- Kim jesteś?-Szepnął w końcu doczekując się odpowiedzi.
- Zapomnianą wolnością.-Po czym wyparowała, a przed jego oczami znów ten sam obraz. Zapomnianej lalki siedzącej w cieniu, przykutej do ścian. Patrzył na nią nie będąc pewnym tego krótkiego zdarzenia.
W końcu wstał, strzepał z siebie piach, spojrzał po raz ostatni, zabrał butelkę i odszedł. W ciszy i zamyśleniu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz